głosy z ‘tanich’ kierunków (i nie tylko)

…od ujeściska po westminster, od dmowskiego do gandhiego.

Archiwum dla '52 - bój nowoczesny' Kategoria


Stan przed 4 marca, dwie lewe ręce

Opublikował/a djanatol w dniu luty 24, 2008

No, teraz będzie analiza taktyczna godna pojedynków trenerskich Mourinho i Beniteza.
Najpierw trochę historii.

Że Hillary i Barack to najpoważniejsi kandydaci wśród demokratów wiadomo de facto od 2 lat. Wielu przewidywało nawet, że Hillary weźmie Baraka na w-ce (co ciekawe, niektórzy dalej w to wierzą -> do not understand). Długo, naprawdę dłuugo wydawalo się jednak, że pozycja Hillary jest zasadniczo niezagrożona. Obama Co jednak najciekawszejeździł, zbierał cash itd, ale Clintonom udało się wykreować wrażenie, że są nie do pokonania. Kampania była prowadzona nadzwyczaj sprawnie i nadzwyczaj skutecznie. Njapierw eefektywnie atakowała (zwłaszcza Guilianiego), potem spokojnie odpierała ataki. 1-0, a w zasadzie 2 - 0

Pierwszym przełomowym momentem była debata demokratow pod koniec pażdziernika, gdzie Obama i John Edwards de facto ją roznieśli. Hillary znalazła sie w defensywie, Edwards i Barack zaczęli rosnąć w sondażach w Iowa i New Hampshire, tymczasem sztab reagował nerwowo. Kilkunastoprocentowa przewaga konsekwentnie topniała, Barack zbierał najwięcej kasy, a Hillary prezentowała się niespecjalnie
http://bialydomek.blox.pl/2007/12/Koszty-kampanii.html  2 - 1

Tu parę dygresji. Na kampanie w USA potrzeba kasy niewyobrażalnej, która co więcej rozchodzi sie na bieżąco, poniewaz kampania trwa półtorej roku, a nie 2 miechy. To kto prowadzi w aktualnej zbiórce kasy mówi wiele o tendencjach. Prawybory w Iowa i NH były w tym roku szczególnie ważne, bo przesunięto termin innych prawyborów (Floryda, Michigan, Nevada), tak że były bliżej Iowa i NH (o co zresztą była awantura, demokraci podpisywali lojalki, że nie będa tam kampanii prowadzić, moze kiedyś o tym szerzej).Hype nakręcony po Iowa, miał nieść zwycięscę poprzez NH do superwtorku i zapewnić wówczas nominację.

Dlatego w sztabie Clintonów wszyscy byli przekonani, że pracą w terenie wygrają jednak Iowa, co odwróci niekorzystne tendencje w NH. A tu wygrał Barack i to zdecydowanie, Hillary zaś zremisowała z edwardsem. Barack wygłosił płomienną mowę. Obamomania królowała. Wreszcie znalazł się na szczycie. 2 - 3

Do Polski to słabo dotarło, ale wszyscy komentatorzy w USA obserwujac jak Barack uzyskuje wielką przewagę w NH byli pewni, podkreślam pewni, jego zwycięstwa. Co ciekawa miał być to też grób dla McCaina, którego wyborców przejął Barack. Dzień przed głosowaniem Hillary na spotkaniu kobiet w kawiarni, pytana przez obamistkę (!) o to jak sie czuła podczas śledztwa w aferze rozporkowej - pociekły łzy. Kobiety, które odstapiły ją po Iowa, wróciły i dały jej zwycięstwo, które de facto przywróciło ją do życia . Poniosło ją i wygrała Nevadę. 3 - 3

Superwtorek przyniósł remis. Barack wygrał więcej stanów, ale Hillary wzięła większe. Dzięki temu utrzymała przewagę nad Barackiem, jaką dawały jej deklaracje superelektorów (poniżej). Przeszła do ofensywy, wyszła na czoło w zbiórce kasy, zaczęła atakować Obamę.  Barack nie był w stanie wygrać w Californi, wydawało się że inicajtywa w kampanii wymyka mu się z rąk. Potem następiło jednak 10 kolejnych zwycięstw. Barack zajął się ciułaniem głosów w małych stanach i nie tylko. Prowadził np. kampanię na Wyspach Dziewiczych, gdzie zgarnął 3 delegatów. Na dzień dzisiejszy to on ma przewagę.
3 - 4

No i teraz wróżenie z fusów. Ostatnie dni dla Hillary znów bardzo trudne, od superwtorku nie ugrała de facto nic. Barack rozbija społeczne koalicje, które dawały jej sondażową przewagę np. w Wisconsin. Głosowali tam na niego i biali i starzy i kobiety - grupy w któych miała odnieść zwycięstwo. Obama przetrwał klęskę w NH a will.i.am zrobił z przemówienia po ogłoszneiu wyników spot, któego jest tyle w sieci, że aż niesmaczne byłoby wrzucanie linka.

A jednak nawet dziś różne rzeczy przemawiają przeciwko Obamie i sugerują, że na końcu na wierzchu będzie Hillary. Przewaga Baracka nie jest duża, bo w przeciwieństwie do republikanów, gdzie zwycięzca przeważnie bierze delegatów z całego stanu, demokraci liczą delegató proporcjonalnie. Obama poza tem nie jest w stanie przekonać do siebie Latynosów, któtych nienawiść rasowa do Murzynów może mieć koniec końców wielkie znaczenie dla kampanii - przed nami prawybory w Texasie. Hillary w różnych stanach prócz Latynosów bierze takze wielu mężczyzn, a nawet Murzynów, którzy zresztą długo nie mogli zaakceptować Obamy jako swojego.  No i wreszcie to na Hillary generalnie głosują ludzie ubożsi, co trochę podmywa fundamenty obamskiej retoryki opierającej się na zmianie. Naj naj najciekawsze jest jednak to, że obama bierze niemal wyłącznie stany, w których odbywają się tzw. caucuscus - cos na kształt sejmików w dawnej pre1796 RP. Ludzie zbierają się i przekonują nawzajem na kogo głosować. Tak było np. w Iowa, gdzie w ogóle jest hardkor i zrozumienie całych procedur mnie przerasta. Demokratyczne caucuscus w przeciwieństwie do republikańskich są jawne. Z kolei Hillary bierze te stany, gdzie jest klasyczne tajne głosowanie (primary). W stanach, ktore chyba zadecydują o nominacji - Texasie, Ohio i Pennsylvanii - głosowanie jest tajne. Sztab Hillary widząc co się dzieje zanidbał po superwtorku następne prawybory koncentrujac sie maksymalnie na tych trzech stanch. Celem jest rozniesienie tam Baracka i wypracowanie sobie wystarczajacej przewagi, aby dojechać do końca. Clinton mówi o tzw. wall of fire, który oddzieli ją od Obamy - to mają być te trzy stany. Rozwój wypadków sugeruje, że wbrew pozorom, to nie łzy Hillary odwróciły sytuację w NH, lecz zadziałał tu tzw. Bradley effect, syndrom będący przedmiotem badań amerykańskiej politologii oraz socjologii. Generalnei chodzi o to, ze czarnoskórzy liderzy mający wielka przewagę przed wyborami stanowymi w niewytłumaczalny sposób je przegrywają. Przypisywano to ukrytemu rasizmowi, który sprawia, że biali amerykanie inaczej deklarują, a inaczej głosują. Możliwe jest jednak i inne wytłumaczenie - retoryka change, którą posługuje się Obama może nie być tak naprawdę aż tak popularna w USA, jak się wszystkim wydaje - taki McCain od początku twardo obstawał za zwiększnaiem kontyngentu w Iraku.

Jeśli jednak ta retoryka ostatecznie zatriumfuje, to wówczas Barack zapewne wygra, bo jego największym osiągnięciem tej kampanii jest właśnie to, że odciął od niej Hillary, a na tym budowała ona długo swój wizerunek. Ratunkiem miała być retoryka o tym, ze drugi Clinton posprząta po drugim Bushu, ale na długa metę się ona nie sprawdza. Poza tem Obama ma w odwodzie jeszcze kika atutów - Edwardsa, który najprawdopodobniej wmiesza się w to wszystko jeśli po prawyborach będzie remis i o wszystkim zaecyduje konwencja wyborcza latem, a także ostatniego Pokojowego Noblistę.

Jeśli rzeczywiście wszystko będzie się ważyło do konwencji, to takie gesty mogą przeciągać grupę superdelegató - partyjnyc hnotabli, którzy w przeciwieństwie do delegatów z prawyborów głosują na kogo chcą. Rozpocznie sie o nich brudna walka (która zresztą na mniejszą skalę trwa od superwtorku). Zresztą sama konwencja będzie krwawa. A McCain będzie zacierał ręce…

Opublikowany w 52 - bój nowoczesny | 1 Komentarz »

Stan przed 4 marca, prawa ręka

Opublikował/a djanatol w dniu luty 23, 2008

Na każdej porządnej stronie internetowej, która liczy na miliardy wejść/kliknięć/cokolwiek musi być wątek sportowy. Tak więc doszedłem do wniosku, że czas rozpocząć długą relację z najbardziej pasjonującego wyścigu od lat - wyścigu do Białego Domu.  Jasne, jest już kilka stronek, wśród których zdecydowanie wybija się bialydomek, niemniej wydaje mi się, że nasze wspólne przemyślenia w tych kwestiach mogą być bardzo ciekawe.

Od prawyborów w Iowa obserwuję to co sie dzieje w Ameryce niczym ligę mistrzów, lub turniej tenisowy w Cincinnati. Mieliśmy już wielki upadek gwiazdy. Na jesieni Guiliani był w zgodnej opinii ekspertów głónym faworytem na republikańskiej stronie. Jego klęska w przedbiegach uczynila faworytami byłego aktora Freda Thompsona (”nowy Reagan!”) oraz Mitta Romneya (mormon) - najbardziej typowego kandydata jaki móglby byc.

Panowie już się nie liczą. Zostali ci, którzy byli wówczas daleko w tyle. Na Mc Caina nikt nie stawiał, wszyscy pewnie już wiecie, że pieniądze na kampanię zdobył zastawiając swoją polisę na życie. No i pastor Mike Huckabee, który walczyć z nim pewnie nie będzie, za to najprawdopodobniej będzie go wspierał jako kandydat na w-ce prezydenta. 

Huckabee to czarny koń wyścigu, namieszał, namieszał wygrać nie wygra, ale kto wie, czy jego udział nie będzie tak naprawdę kluczowy. No i Strażnika Texasu http://www.youtube.com/watch?v=EjYv2YW6azE

Dlaczego? Bo Huckabee daje republikanom kopa entuzjazmu, który może przeciwstawić się narastającej fali obamomanii. Świetnie wypada w debatach, jest dowcipny i gra na gitarze. Moim zdnaie w amerykańskich realiach doskonale uzupełniałby 71letniego Mc Caina. I nagle okazuje się, że to co wydawało sie jeszcze nie tak dawno nieprawdopodobne - utrzymanie przez republikanów Białego Domu - nie jest wcale takim mission impossible. Klarowna sytuacja tylko wzmacnia ich pozycję, bo mogą ze spokojem obserwować i punktować narastającą brutalizacje kampanii po stronie demokratów.

Ich siłą jest to, że zbierali zaskakująco dużo głosów “wyborców niezdecydowanych” (czyli tam, gdzie nigdy do końca nie wiadomo, która partia wygra ). Samymi sobą neutralizuja bowiem hasło wypędzenia starego establishmentu z Washyngtonu. Obaj często postępowali nie po republikańsku, np. Huckabee był łajany przez secre konserwy za podnoszenie podatków i luźną politykę wobec imigrantów. Mc Cain to tradycyjny wróg religijnej prawicy w obrębie partii. W 2000 roku rozpętali wobec niego taką kampanię nienawiści, że ho ho ho…

Pytanie najbardziej zasadnicze dla ostatecznego wyniku wyborów brzmi z republikańskiej perspektywy następująco: czy tandem dwóch outsiderow ich partii przekona tradycyjna konserwę by poszła głosować, czy też religijna prawica oraz lobbyści związani z Romneyem (ale w niego w styczniu walili we dwójkę) pójdą głosowac, czy też (o czym ostatnio się jakby mniej przebąkuje ) zostaną w domach i oddadzą Biały Dom w imię zachowania tożsamości partyjnej.

Opublikowany w 52 - bój nowoczesny | Komentarzy: 6 »