Stan przed 4 marca, prawa ręka
Opublikował/a djanatol w dniu luty 23, 2008
Na każdej porządnej stronie internetowej, która liczy na miliardy wejść/kliknięć/cokolwiek musi być wątek sportowy. Tak więc doszedłem do wniosku, że czas rozpocząć długą relację z najbardziej pasjonującego wyścigu od lat - wyścigu do Białego Domu. Jasne, jest już kilka stronek, wśród których zdecydowanie wybija się bialydomek, niemniej wydaje mi się, że nasze wspólne przemyślenia w tych kwestiach mogą być bardzo ciekawe.
Od prawyborów w Iowa obserwuję to co sie dzieje w Ameryce niczym ligę mistrzów, lub turniej tenisowy w Cincinnati. Mieliśmy już wielki upadek gwiazdy. Na jesieni Guiliani był w zgodnej opinii ekspertów głónym faworytem na republikańskiej stronie. Jego klęska w przedbiegach uczynila faworytami byłego aktora Freda Thompsona (”nowy Reagan!”) oraz Mitta Romneya (mormon) - najbardziej typowego kandydata jaki móglby byc.
Panowie już się nie liczą. Zostali ci, którzy byli wówczas daleko w tyle. Na Mc Caina nikt nie stawiał, wszyscy pewnie już wiecie, że pieniądze na kampanię zdobył zastawiając swoją polisę na życie. No i pastor Mike Huckabee, który walczyć z nim pewnie nie będzie, za to najprawdopodobniej będzie go wspierał jako kandydat na w-ce prezydenta.
Huckabee to czarny koń wyścigu, namieszał, namieszał wygrać nie wygra, ale kto wie, czy jego udział nie będzie tak naprawdę kluczowy. No i Strażnika Texasu http://www.youtube.com/watch?v=EjYv2YW6azE
Dlaczego? Bo Huckabee daje republikanom kopa entuzjazmu, który może przeciwstawić się narastającej fali obamomanii. Świetnie wypada w debatach, jest dowcipny i gra na gitarze. Moim zdnaie w amerykańskich realiach doskonale uzupełniałby 71letniego Mc Caina. I nagle okazuje się, że to co wydawało sie jeszcze nie tak dawno nieprawdopodobne - utrzymanie przez republikanów Białego Domu - nie jest wcale takim mission impossible. Klarowna sytuacja tylko wzmacnia ich pozycję, bo mogą ze spokojem obserwować i punktować narastającą brutalizacje kampanii po stronie demokratów.
Ich siłą jest to, że zbierali zaskakująco dużo głosów “wyborców niezdecydowanych” (czyli tam, gdzie nigdy do końca nie wiadomo, która partia wygra ). Samymi sobą neutralizuja bowiem hasło wypędzenia starego establishmentu z Washyngtonu. Obaj często postępowali nie po republikańsku, np. Huckabee był łajany przez secre konserwy za podnoszenie podatków i luźną politykę wobec imigrantów. Mc Cain to tradycyjny wróg religijnej prawicy w obrębie partii. W 2000 roku rozpętali wobec niego taką kampanię nienawiści, że ho ho ho…
Pytanie najbardziej zasadnicze dla ostatecznego wyniku wyborów brzmi z republikańskiej perspektywy następująco: czy tandem dwóch outsiderow ich partii przekona tradycyjna konserwę by poszła głosować, czy też religijna prawica oraz lobbyści związani z Romneyem (ale w niego w styczniu walili we dwójkę) pójdą głosowac, czy też (o czym ostatnio się jakby mniej przebąkuje ) zostaną w domach i oddadzą Biały Dom w imię zachowania tożsamości partyjnej.
luty 23, 2008 @ 9:05 przed południem
To ja napisz coś o drugiej stronie. Jest to michałek wyczytany w dziwnym anglojęzycznym dodatku “the new york times” articles selected for rzeczpospolita z 9 lutego. Otóż niejaki Noam Cohen pisze esej o fundamentalnej różnicy pomiędzy wyborcami Obamy i Clinton. Otóż “Barack Obama is Mac and Hillary Clinton is PC” artykuł nie tylko na podstawie uzywanych przez nich kompów ale także na podstaie stron netowych obojga. Jak wspominałem - taki michałek, jednak mam pytanie do państwa socjologstwa:
“The iPod may be a dominant music player, but the Mac is stilla niche computer. It might carry an anti-conformist state like Vermont, but PC, no doubt, would win a national election by historic proportions.”
czy takie rzeczy naprawdę mogą mieć wpływ na wyborców??
luty 23, 2008 @ 11:30 przed południem
Michałek jest rewelacyjnym amerykanista, on mnie w duzym stopniu w to wszystko wkrecil :P
A o demokratach napisze za niedługo, tam to jest po prosto baardzo skomplikowane. No a poza tem teraz akurat waza sie losy kogo poprze ten trzeci, a ja nie jestem na tyle madry zeby wywrozyc kogo.
luty 23, 2008 @ 1:18 pm
Scrobo: Teza całkiem ciekawa skądinąd, bo na palcach jednej ręki mogę zliczyć znajomych Amerykanów jadących na PC - Mac to standard - no ale z drugiej strony, towarzystwo na moim uniwerku jest chyba mimo wszystko mało reprezentatywne. Apple w temacie kompów ma faktycznie coś koło 6% rynku sprzedaży (procent użytkowników można tylko szacować, ale najbardziej optymistyczne oceny mówią o 16%). Tyle w temacie niszowości =P
Szczerze mówiąc, sugestia dotycząca non-konformizmu jako czynnika związanego z popieraniem Obamy trochę kłóci się z moim doświadczeniem tego co się dzieje tutaj na kampusie - wydaje się, że tego pana po prostu nie wypada nie popierać. Nie tak dawno byłem na wykładzie jednego takiego profesóra, który zupełnie swobodnie wplótł w wypowiedź na pewien temat (wprowadzanie leków na aids na rynki trzeciego świata) tekst w stylu ‘…and in a year’s time, with president Obama, I guess we’ll be able to…’, na co CAŁA aula zareagowała serdecznym śmiechem. No cóż, lewacki uniwerek - Davies się nami brzydzi (serio! dopiero w tym roku udało nam się go namówić, żeby się pojawił).
Osobiście ciężko mi się wypowiadać w tym temacie, bo tak szczerze mówiąc te wybory ani mnie ziębią, ani grzeją – grzebię od jakiegoś czasu w twórczości pana Deborda i będąc wygodnym trendziakiem przychylam się ostatnio do jego koncepcji Spektaklu. Może za jakiś czas skrobnę coś o Sytuacjonistach, bo temat jest cholernie zabawny – na razie się wstrzymam.
Ale. W temacie czynników wpływających na wybór kandydata, warto wspomnieć o tendencji, widocznej od lat 60-tych w rozwiniętych demokracjach, a mianowicie konsekwentnym zwiększaniu się proporcji wyborców kierujących się wartościami post-materialistycznymi. Cała teoria jest niemalże dziełem życia niejakiego pana Ingleharta i mimo, że można się w niej przyczepić do mnóstwa rzeczy, pod wieloma względami jest jak najbardziej trafna. Nie wiem jednak jak przekłada się to na geografię socjopolityczną Stanów Zjednoczonych (w ogóle mam tylko mgliste pojęcie na temat tego gdzie leży Vermont =P). Ale ale, czego konkretnie dotyczyło twoje pytanie – czy ja nie nadinterpretuję? Czy miałeś może na myśli jeno bezpośredni związek między użytkowaniem konkretnej marki a preferencjami?
luty 23, 2008 @ 2:07 pm
W sumie o to mi chodziło, czy rzeczywiście użytkowanie określonego produktu ma związek z preferencjami wyborczymi, a także czy faktycznie ludzie zwracają uwagę na takie rzeczy??
@ anatol ja nie miałem wykładu z żadnym znakomitym amerykanistą i dlatego mam może trochę dziwne pytanie: skoro z prawej strony kandyduje mormon i fanatyczny antyimigrant, to w jaki sposób, nawet z poparciem chucka norrisa chce oni zyskac głosy tej olbrzymiej części społeczeństwa, która jest dziećmi emigrantów w drugim, trzecim pokoleniu?? Jak chcą uzyskać głosy nie-białych powiem więcej nie WASP??
luty 26, 2008 @ 8:15 pm
Odpisuje tu, bo generalnie taka mysl, zeby tu bylo o republikanach, a obok o demokratach.
No więc Scrobo, sprawa przedstawia sie następująco - republikanie jak wygrywają wybory, to z reguły wygrywają je głosami białych. W ostatnich 10 latach kluczowe było to kogo poparli evangelical christians, którzy sa najbardziej zdyscyplinowaną grupą społeczną w stanach. No bo wiesz, nie każdy ogarnie sie rok przed wborami, ż etrza się zarejestrować, żeby potem móc głosować. Procent głosującej ludności carnej dalej jest niższy niż białej. Ale tak naprawdę to nie o to chodzi. Sęk w tym, że można wygrac wybory olewając murzynów w 100%. Po pierwsze geografia polityczna umożliwia wygranie głosami wyłącznie białych (czarne stany czarnymi stanami, ale w przekroju całego państwa jest to możliwe), a po drugie zyskujesz sympatię latynosów.
Teraz tak, mormon to Romney, on sie juz nie liczy. Huckabee jest po to, zeby beton poparl Mc Caina. Zas sam Mc Cain jest najbardziej centrowym kandydatem w historii tej partii, no moze poza Lincolnem, ale i tego nie jestem pewien. Mc Cain pracowal przy ustawie imigracyjnej, za ktora ma duzy szacun u latynosow i wielka nienawisc ostrej prawicy, ktora 8 lat temu rozpetala przeciwko niemu straszna, obrzydliwa nagonke, ktorej przytaczanie uragałoby standardom tego bloga.
To czy jesteś WASPem czy innym bialym, nie ma moim zdaniem w dzisiejszej ameryce tak wielkiego znaczenia w kontekscie preferencji wyborczych jak … jeszcze 30 lat temu. Natomiast preferencje poszcegolnych stanow zmieniaja sie caly czas, bo w usa dalej dokonuja sie wielkie migracje, o ktorych moze szerzej za jakis czas.
luty 26, 2008 @ 10:41 pm
Supermega, mówiąc szczerze niewiele rozumiem:) sugeruję wrzucenie kolejnego tematu, tak żeby każdy mógł coś powiedzieć:)