o forach internetowych słów kilka
Opublikował/a żakowiecki w dniu luty 20, 2008
![]()
Fora na polskich portalach informacyjnych to zaprawdę fenomen. Ilu z was je czyta? Ja osobiście przyznam się bez bicia – jestem od nich uzależniony! Zdarza się, że co po niektórzy pukają się w głowę, kiedy im o tym mówię, ale nic na to nie poradzę – moim zdaniem to naprawdę fascynująca lektura. Oczywiście przez większość czasu albo głośno się śmieję, albo wręcz rechoczę (przecieranie oczu już dawno mi przeszło – dane mi było zobaczyć już chyba naprawdę wszystko), ale w międzyczasie zachodzę w głowę – do jakiego stopnia reprezentatywny obraz naszego kochanego społeczeństwa mam właśnie przed sobą? Czy można na podstawie tego typu źródła wyciągać jakieś szersze wnioski, na temat pewnych segmentów społeczeństwa?
Główny problem polskich for to oczywiście internetowa ‘anonimowość’, dzięki czemu relatywnie sensowne posty najczęściej giną w powodzi tekstów ‘ideologicznych’ (produkcje w stylu antek_emigrant – niezorientowanym polecam), ‘społecznych’ (‘Kto popiera PO?! Pokażmy ilu nas jest!’ Bartosz z Gdyni), ‘merytorycznych’ (‘TEN RZĄD TO TOTALNA KLAPA I NIEPOROZUMIENIE’) tudzież po prostu rozbrajająco uroczych akcji w stylu ‘My naród popieramy działania p. Macierewicza!’. Owe cytaty to tylko znikomy ułamek tytułów tematów, pod którymi, zdarza się, pojawiają się nierzadko dziesiątki komentarzy – tam userzy już w ogóle się nie cackają, tylko jadą po całości, w niewielkim tylko stopniu kontrolowani przez moderatorów.
Są też prawdziwe perełki autorstwa szczerze zaangażowanych obywateli, np. kilkustronicowa produkcja pod jakże wdzięcznym tytułem ‘LIST OTWARTY INTELIGENCJI POLSKIEJ DO NARODU’, z tekstami w stylu ‘Tak, tak… nie przejęzyczyłem się. W podręcznikach historii bracia Kaczyńscy przedstawieni zostaną jako ostatni bohaterowie, którzy chcieli dobra ojczyzny, którą umiłowali nad życie.’ Tudzież ‘Wybory wygrała Platforma Obywatelska, za sto lat w podręcznikach do historii będzie rozdział o trzeciej Targowicy. Druga dokonała się przy okrągłym stole, a jej pseudo-bohater, stojący niegdyś na czele dziesięciomilionowego związku, może dzisiaj tylko wsłuchiwać się w szeptaną przez każdy kamyk tej pięknej polskiej ziemi pieśń: miałeś chamie złoty róg, ostał ci się jeno sznur…’. Ekstra, nie? Nadmienię tylko, że ten tekścior jest zupełnie świeży, a prawdziwą częstotliwość pojawiania się tego typu dzieł trudno określić – podejrzewam że ‘aktywistów’ jest dużo więcej niż mi się wydaje (a sądzę że naprawdę sporo).
Tak gwoli ścisłości chciałbym zaznaczyć, że wszelkiego rodzaju uogólnienia dotyczące afiliacji politycznych, religijnych itp są dość trudne – teksty w różnych kategoriach jakościowych produkują zarówno samozwańczy ‘Prawdziwi Polacy’, jak i ‘łowcy moherów’, ‘polacy_katolicy’ jak i tytułujący się ‘boga_nie_ma_i_nie_bedzie’ (no dobra, ten ostatni nick zmyśliłem =P). Akcje w stylu ‘KTO POPIERA <tu wpisz cokolwiek>? WPISUJCIE MIASTA! POKAŻMY ILU NAS JEST!!’ organizują na forach userzy z (rzekomo) wszelkich opcji.
Zastanawiam się od dłuższego czasu nad tym czy byłoby technicznie możliwe przeprowadzenie prostych badań demograficznych użytkowników. Oczywiście nie ma niczego takiego jak ‘anonimowość w sieci’, gdyż obsługa portali posiada informacje dotyczące adresów IP z których następują połączenia z ich serwerami, dzięki czemu można do pewnego stopnia (dynamiczne IP komplikuje sprawę) zlokalizować autora i sprawdzać jego aktywność. Jakakolwiek poważna analiza treści (w reprezentatywnej skali) doprowadziłaby najprawdopodobniej do trwałych, ciężkich zmian w psychice badającego; z drugiej strony jednak, tego typu badanie miałoby naprawdę dużą wartość poznawczą, o czym nie muszę chyba przekonywać.
Teraz pytanie do pana mecenasa – mógłbyś pan zajrzeć w papyra tudzież popytać przy okazji jakichś mózgów na wydziale jak z punktu widzenia przepisów prawnych wygląda sprawa udostępniania tego typu danych? Czy nie jest tak na przykład, że są to dane chronione, tudzież zależące od widzimisię właścicieli? Czy dostęp do nich mogą mieć na przykład tylko organy ścigania (była jakiś czas temu sprawa kiedy to policja weszła do siedziby jakiegoś portalu regionalnego – w Kościerzynie? – z racji prowadzenia sprawy o zniesławienie via forum na owym portalu właśnie), czy też można się do tego dobrać z racji prowadzenia badań?
żakowiecki
luty 20, 2008 @ 4:04 pm
Jest ustawa o ochronie danych osobowych, numerka Ci nie podam, ale jest całkiem obszerna, co prawda jak wiadomo nie do końca określa wszystkie sytuacje związane z danymi, ale zasadniczo sa dwie drogi postępowania jeśli chcesz uzyskac dostęp do baz danych osobowych. Te mniej istotne wystarczy że uzyskasz pozwolenie organu czy tez firmy czy kogokolwiek kto prowadzi tą bazę. Nie masz prawa jej kopiowć ani używac do np. reklamy, z badaniami moze być różnie, przejrz komentarz i za tydzień odpowiem:) Jeżeli baza nalezy do tych bardziej ważnych to należy zwrócić się z prośbą/wnioskiem do Generalnego Inspektora Danych Osobowych - GIDO, który może wydać pozwolenie na wgląd, z tym że tutaj kwestia przetwarzania jest jeszcze bardziej restrykcyjna. Ciężo mi powiedziec do której bazy danych należą nr IP… To na razie tyle, jak mówiłem, jak przezytam, to powiem co i jak dokładnie
luty 20, 2008 @ 5:19 pm
Tutaj polecam “jesteś głupi jak komentarz na onecie”
btw na podobny bardzo temat czytałem dzisiaj felieton w lutowym aktiviscie.
Ogólnie mam zapytanie. Pomysł na badania jak najbardziej. Analiza treści super metoda. Wszystko spoko loko ale do czego ty byś zmierzał tymi badaniami. Bo zamysł interesujacy tutaj nawet można wyszczególnić świat społeczny forów internetowych itp itd. Ale co chciałbyś opisać, wyjaśnić albo naprawić bo tego jakby nie dostrzegam.
luty 21, 2008 @ 3:10 pm
Gierjat - no przestań, nie załamuj mnie kolego… przecież wyniki takich badań mają potencjał dać naprawdę fenomenalną wiedzę. Nie jestem na bieżąco z tym co się dzieje w polskiej socjologii, ale wydaje mi się że badania internetu to raczkująca dziedzina. Nie mam niestety dostępu do wydań ‘Studiów Socjologicznych’, ale w numerze 3/2006 (186) znajduje się praca dokładnie na ten temat – odnośnie zagadnień onto- i metodologicznych – byłbyś w stanie się do tego dostać? Ładnie proszę. =]
Interesowałyby mnie odpowiedzi na podstawowe pytania: kto? jak? dlaczego? A odpowiedzi potencjalnie pozwoliłyby na:
a) Stwierdzenie jakie grupy społeczne (kategorie wstaw sobie jakie tylko chcesz – wiek, wyształcenie, miejsce zamieszkania itp) są najaktywniejsze i w jakim kontekście. Wiedza socjologiczna jak każda inna – nie mamy chyba co do tego wątpliwości.
b) Określenie czy mamy do czynienia ze spontanicznym wyrażaniem opinii przez jakieś szersze kręgi, czy też na przykład lwia część ‘produkcji’ wychodzi spod palców tych samych osób. Co też łączy się z punktem c), a mianowcie:
c) Zweryfikowanie sugestii, że na przykład istnieją specjalne komórki aktywistów partyjnych, które są odpowiedzialne za większość ostro politycznych postów (jednostkowe przypadki wychodziły w mediach, ale dotyczyły w gruncie rzeczy tylko jakichś niezbyt rozgarniętych wójtów i radnych na prowincji). Można się śmiać, ale naprawdę nie zdziwiłbym się gdyby faktycznie coś takiego miało miejsce – kaczyński wspominał jakiś czas temu o walce o poparcie młodzieży, tam gdzie jest ona obecna, tj w necie – znając finezję pisowskich spin-doctorów (vide chociażby ostatnia akcja z indoktrynacją podobranockową, jak to ktoś bardzo trafnie określił ‘bajką o kaczce-dziwaczce co to chciała być gajowym’).
Sądzę ponadto, że równolegle do analizy treści należałoby przeprowadzić kompleksowe badania
sondażowe użytkowników w ogóle (czytelników, niekoniecznie piszących), co by zdeterminować czy to tylko ja jestem na tyle pojebany, żeby taplać się w tym błocie, czy też tacy jak ja stanowią jakąś statystycznie istotną grupę. Zbadać należałoby zarówno samą częstotliwość użytkowania tego typu for, jak i nastawienie do różnych form przekazu na które można tam natrafić.
A zastosowanie tego typu wiedzy? No naprawdę… czy to trzeba tłumaczyć? Przede wszystkim odpowiedzi na zadane przeze mnie pytania pozwoliłyby stwierdzić czy można traktować fora jako rzetelny probież nastrojów społeczno-politycznych. Osobiście mam co do tego dość oczywiste wątpliwości, ale dałoby się chyba również określić jak duże poprawki należałoby brać przy interpretowaniu tego typu treści. Ponadto, można by spróbować stwierdzić do jakiego stopnia można przy pomocy tego typu narzędzi wpływać na nastroje społeczne, podejście do pewnych spraw, osób i grup itp.
Oczywiście cały projekt jest ze wszech miar utopijny, zarówno pod względem metodologicznym (IP podaje jedynie fizyczny adres, a więc żadnych innych danych demograficznych nie da się uzyskać) jak i realizacyjnym (wolę nie myśleć ile taka zabawa by kosztowała). Pomarzyć jednak zawsze można, hehe.
W ogóle panie Wojtku, czyżbym dostrzegał ciągotki Durkheimowskie? Naprawianie świata? Inżynieria społeczna? Bój się pan Boga! Nie spodziewałbym się tego po panu, lol.
luty 21, 2008 @ 6:12 pm
Inżynieria społeczna jak najbardziej, nie mów, że nie znałeś mojej ideowej strony postrzegania świata. Sceptycyzm jest wyuczony w głębi duszy ciągle jestem małym chłopcem wierzącym w naprawę świata. Przecież gdybym był na wskroś cynicznym pragmatykiem nie poszedłbym na studia socjologiczne.
Druga sprawa - tekst masz na jutro albo poniedziałek. Ksero zrobię jutro, skany wyśle na dniach :P
Trzecia sprawa dalej nie rozwiałeś moich pytań ale w tej chwili nie mogę zbytnio się zebrać do napisania odpowiedzi i wychodzi mi pseudonaukowy bełkot (siedzę od godziny i zmieniam :P) wiec poczekaj z dzień lub dwa a wyjaśnię Ci w tym oto miejscu moje wątpliwości.
luty 21, 2008 @ 9:40 pm
Ach, czekałem z zapartym tchem, co tez Gierjat, jako przyszły zajmujący swe niedługie stanowisko odpowie. No i wyszło, tak jak zresztą podczas nocnych pogaduch and browarem w pubie Kinski, że nie tak daleko lewakowi do liberala jak mogloby sie wydawac. Przecież inżynierią społeczną jest de facto każda polityka społeczna/socjalna/podatkowa/fiskalna państwa. Zwłaszcza w dzisiejszych czasach. Całkowity nie-interwencjonizm państwa upadł wcześniej, niż mogłoby się wydawać, bo nie z Keynesem, ale z tzw. Marshal Antitrust Act (1890). Jak jest państwo to zawsze będzie jakaś inżynieria społeczna, tak samo, jak zawsze jest jakaś polityka historyczna.
A z tymi IP to troche jak z Ipnowskimi aktami - byloby to na tyle cenne, ze jakby to udostepnic do jakiś badan, to pozniej zaczelyby sie rozne ciekawe wycieki itd. Tak jak z podsłuchami w czwartej eRPe - jak juz sie rozpedzili, to naprawde ciezko im bylo wychamowac. Reasumujac, budzi to moje watpliwosci etyczne, bo generalnie jestem za pozostawianiem obywatelowi relatywnie duzej przestrzeni swobody i rozciagania sfery prywatnosci.
luty 21, 2008 @ 10:02 pm
Nie chcęCię poprawiać ale wydaje mi się że to był Sherman Antitrust Act:) Poza tym mimo wszystko mocno naciągasz definicję inżynierii społecznej Anatolu… Zgadzam się, że całkowity nieinterwencjonizm upadł, ale czy są inżynierią społeczną minimalistyczne działania państwa jak np w wypadku azjatyckich tygrysów - płąćcie podatki a reszta mnie nie obchodzi??
luty 21, 2008 @ 10:53 pm
Oj Antoni, każda okazja jest dobra co by podokazywać, a? Dwa słowa w dość rechotliwym kontekście, co zresztą Gierjat wyłapał, a ty tu od razu hopsa ze zwyczajami dzikich ludów zamorskich, lol. Oczywiste jest to, że podstawowa definicja inżynierii społecznej, a więc celowe wywieranie wpływu na zachowania ludzkie na szeroką skalę, jest szeroka niczem jedna taka ulica w Gdańsku. Pan Wojciech po prostu zabrzmiał strasznie dziewiętnastowiecznie, zupełnie jakby asystował na Bordeaux jednemu takiemu profesorowi na D., hehe. Mam nadzieję że doczytasz się, że nie jest to żaden diss na ciebie.
Natomiast co do adresów IP to tak się składa, że gdyby jakiekolwiek ‘wycieki’ miały rację bytu, to aby podłączyć się do internetu musiałbyś dwa tygodnie wcześniej wypełnić czterostronicowy formularz. Adresy IP są całkowicie widoczne częściej niż myślisz – ‘anonimowość’ w internecie to kompletne złudzenie (no, może nie do końca, zawsze można zapodać sobie proxy), które już niejednego mocno zabolało – w mediach co i rusz temat jest poruszany, policja obwieszcza niesamowite sukcesa w udupianiu studentów itp. Nie ma mowy o naruszaniu prywatności, której tak naprawdę nie ma. Moje pytanie do pana mecenasa wiązało się raczej z tym czy portale jako pośredniczący w wymianie informacji mogą nie udostępnić tych danych zasłaniając się jakimiś przepisami – bo to że trzeba by mieć porządne wtyki w ich kierownictwach jeśli chce się zabrać za to o czym pisałem to tak swoją drogą.
Co nie zmienia faktu że z postulatem o swobodach obywatelskich zgadzam się w całej rozciągłości. No bo i jak tu się nie zgadzać z oczywistą oczywistością, że zacytuję klasyka.
Napisałbyś lepiej co sądzisz o pomyśle tego typu badań. Jou.
Strzała.
luty 22, 2008 @ 10:49 pm
Portale jako takie najprawdopodobniej nie posiadają jakiejś spójnej bazy danych z wszelkimi danymi osób bioracych udział w dyskusjach, chociaż faktem jest że tak grupa ludzi, jakkolwiek zróżnicowana chyba nie jest dokładnym odbiciem społeczeństwa, np. na onecie mimo wszystko większość to platformersi, pisiory głośne ale w mniejszej ilości.
Swoją drogą dokonałem takiego małego osobistego podziału ludzi z onetu na grupy różniące się aktywnością i sposobem wyrazu. Podział jest niepełny, może da się go doprowadzić do zupełności.
Otóż: 1. Stali bywalcy (jasiu śmietana itp.) 2. prowokatorzy 3. poważni 4. szare myszki(i ja, i gdańsk też popiera wolny tadżykistan) 5. wyścigowcy (ja pierwszy) 6. agresorzy (lepiej naucz się mówić/pisać)
Myślę że to może być potencjalnie przyczynek do badań
luty 22, 2008 @ 11:45 pm
No właśnie nad tym się zastanawiam - osobiście wydaje mi się, że adres IP jest rejestrowany w momencie wysłania komentarza, i najprawdopodobniej pozostaje w logach serwera tak długo jak komentarz jest dostępny.
Kategoryzacja towarzystwa, na które można się tam natknąć to niezła zabawa - sam się nad tym często zastanawiam - ale mi chodzi nie do końca o to. Adresy IP pozwoliłyby stwierdzić, ilu z użytkowników to na przykład ‘wcielenia’ tej samej osoby - najbardziej klasyczny przypadek to właśnie jasiu_smietana vel antek_emigrant vel kasia_lublin vel tadeusz_mroczko - w różnych momentach ‘kariery’ pisał(a) pod tymi nickami (nierzadko paroma równolegle) posty w naprawdę przeróżnych stylach, także w praktyce zwykła kategoryzacja nie ma sensu, bo osoba kryjąca się za tymi nickami ma, jak sądzę, zupełnie inne poglądy. Ten przypadek był akurat wałkowany wielokrotnie i z tego co zauważyłem ‘popularność’ owego jegomościa/jejmościni, doprowadziła, z jednej strony, do pojawienia się użytkowników podszywających się pod niego/nią, jak również do ogólnego wycofania się z ‘forumowego światka’. Pytanie brzmi, ilu takich ’specjalistów’ funkcjonuje pisząc mniej wyróżniające się posty, np. wzywające do ‘pokazania ilu nas jest’ itp.
Cały czas jednak problem tkwi w tym, że adres IP mimo wszystko gówno daje, bo, jak już wspomniałem, żadnej demografii z tego nie wyciągniesz. A bez tego jakiekolwiek spekulacje i próby opisania tego zjawiska, jakkolwiek ciekawe same w sobie, nie wydają mi się w żaden sposób reprezentatywne. No cóż. Mówi się trudno. =]
luty 23, 2008 @ 1:36 przed południem
Nie wiem czemu, zes Piotrze odebral mego posta jako jakas napinke. Myslalem, ze poczatek wystarczajaco wprowadza do klimatu szczypte ironii. Anyway, chcialem zwrocic uwage na to, ze no po prostu tak to juz jest, ze pewne pojecia zajmujace centralne miejsca w dyskursie politycznym sa nierozerwalnie z nim zwiazane i sie nie da od nich uciec - refleksja po niedawnej debacie dotyczacej tego jaka polityka historyczna jest be a jaka cacy.
Co nei zmienia faktu, ze mam pewne opory przed tego typu badaniami. Myslalem dizsiaj dlaczego i doszedlem do wniosku, ze dlatego, ze to zludzenie anonimowosci jest w dyskursie podtrzymywane. A wiec statystyczny prosty czlowiek ma przekonanie, ze rzecywiscie pisze anonimowo. To ze jest robiony w bambuko to jedna kwestia, ale czy ja tez musze go w to bambuko robic?
Z drugiej strony, mamy tu do czynienia z sytuacja wyjatkowa, w ktorej chyba rzeczywiscie mogloby dojsc do sytuacji, w ktorej ingerencja badacza nie ma wplywu na wynik badania. Tak na marginesie, nadwyrezyloby to paradygmat nauki, jakim stala sie zasada nieokreśloności Heisenberga. Tyle tylko, ze juz pare razy zdawlao sie, ze udalo sie to osiagnac, a z tego co mi wiadomo, za kazdym razem okazywalo sie ze to zludzenie. My point is, że nalezy zadac pytanie, w jaki sposob taki sposob badan mialby wplyw na probe sama w sobie.
@ Scrob -> masz oczywista racje, wkrecilem to sobie juz w ten sposob na kolosie zaliczneiowym wykladu i jakos zanim pomysle, to odruchowo wpisuje Marshal… czy to tez nie byl amerykanski czolg?
A generalnie, troche sie wkrecilem w USA i caly cyrk naokolo kampanii, stad moje mysli czesto ostatnio zbaczaja w tamtym kierunku :)
luty 23, 2008 @ 9:10 przed południem
Myślę że ogólnie moznaby jeszcze dodatkowo postawić pytanie: czy np. partie polityczne obserwują co się dzieje na takich mimo wszystko prestiżowych forach i czy działają pod różnymi nickami w celu poprawy swoich notowań?? Brzmi jak teoria spiskowa ale wydaje się całkiem sensownym chwytem marketingowym nieprawdaż?? Na pewno lepszym od “matriksa”…
luty 23, 2008 @ 9:10 przed południem
Jou. Wot objawia się bolączka wszelkich tego typu dyskusji via net - jak przekazać te rzekomo jakieś 80% przekazu, na które składa się intonacja, gestykulacja itp, a bez której luźny komentarz może, przyznaję, brzmieć jak napinka. Blogas dopiero startuje i nie wiem jeszcze do końca w jakiej formie go utrzymywać, a konkretniej, na jak duże dygresje powinniśmy sobie pozwalać. Tacy jak my są często, nierzadko słusznie zresztą, wyśmiewani za nawijanie o wszystkiem i o niczem - osobiście uwielbiam takowe dyskursa, ale zamysł mój od początku jest taki, żeby w temacie trzymać się tematu - toć i z wycieczek można przeca robić posty, utrzymując względną dyscyplinę. Ale może zmienię zdanię - czas pokaże.
Co do robienia w bambuko, to zapytam krótko - czy sądzisz, że facet odlewający się na murek w centrum miasta w godzinach wieczornych, który za minut parę dostanie 100 zł mandatu, gdyż panowie funkcjonariusze wyłapali go na cctv i z ochotą doń zmierzają, zostanie zrobiony w bambuko? Dlatego, że wydawało mu się, że nikt go nie widzi, mimo że tego typu założenie nie miało żadnych podstaw (centrum miasta to nie lasek bielański, tudzież sopocka plaża)? To, że ludzie korzystają z internetu nie rozumiejąc jak funkcjonuje to naprawdę tylko i wyłącznie ich problem. Nie mamy tu bowiem do czynienia z żadną czarną magią, a dość prostymi zasadami - tak przy okazji, wydaje mi się że przy rejestracji na forach itp usługodawca wspomina o tym że namiary są rejestrowane - to że nikt tego nie czyta, ze mną włącznie, to już inna sprawa.
O incertytudzie klepnę co nieco za niedługo obecnie czas mnie goni - strzała.
luty 23, 2008 @ 1:47 pm
Antoni: A więc w temacie pana Heisenberga powiem że mnie to troszkę zatkało, bo nigdy nie przyszłoby mi do głowy aplikowanie odkryć fizyki kwantowej do nauk społecznych. Bynajmniej nie z racji mojej skądinąd ograniczonej wyobraźni, a raczej tego że zasada nieoznaczoności wypływa bezpośrednio z fizycznych właściwości cząsteczek elementarnych (jakieś tam fotony wariujące z racji bycia widzianymi czy coś, nie wnikam – ciągle wierzę w krasnoludki). W temacie badań społecznych można rozpatrywać różnorakie efekty obserwatora, ale nijak to się ma do tego przypadku – koniec końców jakakolwiek działalność na tego typu forach to występ w rozumieniu goffmanowskim, tak więc zachowanie z założenia nastawione na wywołanie konkretnego wrażenia.
W przypadku o którym piszemy metodologia faktycznie z grubsza wykluczałaby interakcję z przedmiotem badań, ale problem tkwi zupełnie gdzie indziej – otóż całość musi się opierać na subiektywnej interpretacji treści i obawiam się że w tym konkretnym przypadku może to być poważny problem. No bo skąd pewność że post, który ja osobiście oceniam jako prowokację obliczoną na ośmieszenie drugiej strony (‘GŁOSOWAŁEM NA PO I JEST MI TERAZ FSTYD’) jest nią w istocie? Co prawda dostęp do IP pozwoliłby na zweryfikowanie tych tez, przez porównywanie różnych postów wysłanych przez tego samego usera, ale z drugiej strony na jaką skalę należałoby to robić? Jest utopijnie, niestety.
Scrobo: No właśnie to pytanie badawcze już padło z mojej strony i jest właściwie jednym z kluczowych. Trudno ocenić na ile ta teoria jest rozsądna, bo z jednej strony wydawałoby się że tego typu działalność jest opłacalna, ale z drugiej strony tego typu sugestie (‘Ile wam płacą od posta?’) pojawiają się równolegle do tekstów o tym, że wszelkie badania statystyczne (głównie wskaźniki poparcia) to jeden wielki humbug (‘bo u nas w pracy na 50 osób nie ma nikogo kto by popierał (tu_wstaw_cokolwiek)’); tak btw nie jestem w stanie opisać jaka kurwica mnie bierze czytając tego typu bełkot domorosłych ‘analitykuf’.
luty 23, 2008 @ 2:03 pm
wiesz, domorosłym analitykiem jestem też ja, powstrzymuję się po prostu przed publikacją wyników moich “badań”:]:].
Co do “zorganizowanej akcji forowej” to wydaje mi się mimo wszystko, że jest prowadzona,korzystając z ustalonej pseudo-anonimowości w internecie. Przecież wpływać na ludzi najlepiej nie tekstami w stylu “jako poseł uważam że” pod sim nazwiskiem, tylko używając dowolnego nicka sprawiać wrażenie zwykłego, ogarniętego człowieka - ludziska to kupią. odkreślam, taka mam koncepcję…
luty 24, 2008 @ 10:12 przed południem
Primo - Heisenberg. Ej, no, żebym ja musiał tak prosto z mostu kawka na ławeczke i łopata? Heisenberg jest tu jako symbol pewnej zasady - sytuacji badacza etc. Mamy kogoś kto chce do czegoś dotrzeć, do jakiegoś poznania. No i albo jest to tzw. wiedza miękka, albo tzw. twarda (rozróżnienie za Rortym). Jak chodzi o miękką, to spoko, może wchodzić Hayden White, “namiot Malinowskiego”, a nawet czasami Clifford Geertz (chociaż generalnie to już przegięcie pour moi). Natomiast jak chodzi o twardą, no to jest Heisenberg. I tera, dlaczemu to tu aplikuję? Ano, żeby jakoś sprawnie w miarę to uogólnić i nie wyskoczył mi żaden strukturalista ze swym pojęciem obiektywnej struktury. No bo jak tak, to ja na to, że jego struktura jest tyle warta to fizyka Newtona. Anyway, tutaj zachaczamy o to, że nauki społeczne mają pewien kompleks swej nienaukowości i generalnie robią różne manewry, żeby jakoś to przykryć. Mógłbym cofnąć się do Kanta i z jego pozycji starać sie powiedzieć de facto to samo, ale Heisenberg atakuje naukę jako taką w jej sercu.
A wjenc, już taką nie łopatą, a szuflą do odsnieżania, jaką Hillaryści rozdawali swoim zwolennikom w Iowa, in case of śnieżyca w trakcie prawyborów, masz kilka poziomów przy badaniu treści forów. Jak się bedziesz obracał na ogólnym poziomie, kto skąd itd. to zachowasz anonimowość, ale tak naprawdę niewiele z tego będzie. Dopiero jak wykroczysz poza net do empirycznej rzeczywistości, wtedy masz jakąś przydatną wiedzę, prawda? I teraz chodzi o to, że przy przekraczaniu tego progu wchodzi np. kwestia, czy ci ludzie NAPRAWDE uważają tak jak pisza, czy nie - dosyć zasadnicza, a jakby mocniej pogłówkować, to takich by weszło pewnie jeszcze parę. No i masz kłopot, bo albo przyjmiesz że tak, w zasadzie nie wiadomo na jakiej podstawie, albo bierzesz sie i przeprowadzasz sondaże, które jak wiadomo zawsze beda projektowane przez Twój udział. No, chyba że przyjmiesz, że analizujesz spektakl, tylko że tutaj znowu kluczowe pytanie -> jakie jest przesunięcie znaczeń wywolywane przez spektakl, jakie znaczenia spektakl forów “kradnie” (myślę teraz Barthesem), jakie znaczenia są nadbudowywane itd. No i znów trzeba by przekroczyć próg rzeczywistości wirtualnej i zdaje mi się, ze te same kłopoty. Pozostaje więc tzw. ironiczne uprawianie nauk społecznych (odsyłam do Haydena White’a, tam w kontekście historiografii, ale to można moim zdaniem rozszerzyć), tylko że jakoś akurat tutaj, wydaje mi się, stawiałoby to pod wyjątkwo dużym znakiem zapytania sens samych badań.
Dobra, na raze to tyle, potem jeszcze cos dopisze, bo costam mialem jeszcze do dodania.